Strona Główna ˇ Forum ˇ Zdjęcia ˇ Teksty ˇ Szukaj na stroniePiątek, Luty 21, 2020
Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Forum
  Wszystkie teksty
  Mapa serwisu

Ilustracje
  Galeria zdjęć
  Album
  Stare mapy
  Stare pieczęcie

Teksty
  Historia
  Przodkowie
  Czasy Pawlikowskich
  Czasy przedwojenne
  II wojna światowa
  Po wojnie
  Zasłużeni Milnianie
  Adolf Głowacki:
Milno - Gontowa
  Ze starych gazet

Plany zagród
  Mapka okolic Milna
  Milno - Bukowina
  Milno - Kamionka
  Milnianie alfabetycznie
  Gontowa
  Gontowianie alfabetycznie

Literatura
  papierowa
  z internetu

Linki
  Strony o Kresach
  Przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe

Konktakt
  Kontakt z autorami

Na stronie
Milno na Podolu
Najnowszy użytkownik:
sszalescy
serdecznie witamy.

Zarejestrowanych Użytkowników: 145
Nieaktywowany Użytkownik: 0

Użytkownicy Online:

Kazimierz 2 dni
maciejm 5 dni
maria 6 dni
zenekt 2 tygodni
ja 5 tygodni
Zakrzewski 6 tygodni
Adolf 6 tygodni
Jan Lis15 tygodni
sierp15 tygodni
AgnieszKal23 tygodni

Gości Online: 1

Twój numer IP to: 18.232.125.29

Artykuły 330
Foto Albumy 63
Zdjęcia w Albumach 1866
Wątki na Forum 40
Posty na Forum 111
Komentarzy 532
Losowa fotografia
Nowe komentarze
komentarze do zdjęć Bronisław Baran / w śr...
komentarze do zdjęć Maria Baran z dziećmi ...
komentarze do zdjęć żona Mikołaja Baran a ...
komentarze do zdjęć Zbigniew Zaleski w Pod...
komentarze do zdjęć Maria Zaleska w Milaty...
W poczekalni:
Nadesłane Zdjęcia: 0
Nadesłane Artykuły: 0
Nadesłane Linki: 0
Nadesłane Newsy: 1
Ankieta
Z jaką miejscowością jestem związany

Milno

Gontowa

inna w okolicy

żadna w okolicy

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.
Współpraca
Strona powstała we współpracy z serwisem internetowym Olejów na Podolu www.olejow.pl

Zagłosuj na nas

KRESY

WSPOMNIENIA GWIAZDKOWE
WSPOMNIENIA GWIAZDKOWE

Adolf Głowacki 2019

Boże Narodzenie ze względu na związane z nim obyczaje, było obok Wielkanocy i odpustu, największym corocznym wydarzeniem w życiu kresowego sioła. Poprzedzał je okres wyczekiwania i przygotowań. Mężczyźni jeździli do młyna by zrobić zapas mąki na świąteczne wypieki. Zwłaszcza pszennej, białej, pytlowej. Po tym bito świnie (przeważnie do spółki) i robiono wyroby mięsne. Ponieważ w niedziele i święta prace gospodarcze ograniczano do obrządku zwierząt, musiał być przygotowany odpowiedni zapas sieczki i opałowego drewna.

Kobiety robiły generalne porządki i pranie. Malowały też wapnem zawsze poobcierane trochę piece, bo zimą starsi grzali przy nich strudzone plecy. Tuż przed wigilią piekły chleb, pierogi, suchary (ciastka), makowe zawijańce i inne wypieki. Moczyły też i łuszczyły w stępach, pszenicę na kutię.

Sporo czasu zajmował im też wyrób papierowych kwiatów, a w niektórych domach również pająków. Kwiatami ozdabiały ściany, a pająka wieszały nad stołem. Nawet lampę stroiły postrzępionymi bibułkami. Pająk to przestrzenna konstrukcja ze słomek i kolorowych papierków, nanizanych na nitki.
Gospodarz pod szczytową ścianą, stawiał snop żyta i owsa - symbole dostatku dla ludzi i zwierząt.

W wigilię dom wypełniały zapachy postnych, kraszonych olejem, potraw na uroczystą wieczerzę. Potrawy nie były wyszukane, ale tradycja dwunastu musiała być zachowana.
Składały się na nie: kapusta z grochem i smażona, barszcz, gołąbki z kaszą gryczaną i jaglaną, pierogi gotowane z kaszą gryczaną i twarogiem oraz z kapustą i grzybami, kluski z makiem lub suszem owocowym, śledź marynowany, kutia, pieczywo i kandybał (napój). Śledź zastępował rybę. Kandybał to woda zabarwiona palonym cukrem, lekko osłodzona miodem, zaprawiona kwaskiem i dodatkami smakowymi.

Przygotowania kończyło mycie i przebieranie w świąteczną odzież. Gdy dzieci wypatrzyły pierwszą gwiazdkę, gospodarz wnosił do domu duży snop prostej słomy, z małą wiązką siana. Stojąc w progu, składał rodzinie życzenia świąteczne, które kończył: „….abyście stu lat doczekali, a dalej dopóki wam Pan Bóg kresu nie wyznaczy. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Po odpowiedzi „Na wieki wieków”, słomę (dziaduch) rozkładał na ziemi a siano pod obrus na stole. Następnie wszyscy klękali i w ciszy odmawiali modlitwę dziękczynną. Po modlitwie każdy spożywał przygotowaną porcję opłatka i zasiadano do stołu. Wieczerzę rozpoczynano śledziem, a kończono kutią.

Po wieczerzy, gospodarz brał kolorowy opłatek z porcjami pieczywa i zanosił zwierzętom.
Nie obdarowywano się tam prezentami. Nawet dzieci. Nie czuły się jednak przez to pokrzywdzone. Przygotowywania, nastrój wyczekiwania, uroczysta wieczerza i wszystko, co się z tymi świętami wiązało, dawały im więcej radości niż współczesnym wyszukane prezenty.

Czas między wieczerzą i pasterką, wypełniano kolędami i wspomnieniami. Przed północą ulice zapełniały się ludźmi zmierzającymi do kościoła. Pora nocna, rozgwieżdżone niebo, tonąca w bieli wieś i skrzypiący śnieg pod butami, dodawały uroku tej podniosłej uroczystości. W kościele panowała zupełna cisza i półmrok. Wnętrze oświetlały jedynie świece na ołtarzu i kilku świecznikach rozmieszczonych w nawach.

Jak tylko ksiądz z ministrantami stanął przy stopniach, chór detonował radosną wieścią, że „Dzisiaj w Betlejem radosna nowina …”. Po chwili cały kościół drżał w posadach. Z szeregu pięknych kolęd wyróżniała się nastrojowa „Noc cicha w śnie, pasterze śpią już…”. Pasterkę kończyła gromka „Pójdźmy wszyscy do stajenki”!
Tej nocy, dla upamiętnienia gwiazdki i stajenki, lampę się tylko trochę przyciemniało i wszyscy spali na dziaduchu.

Atrakcją pierwszego dnia świąt, były „Herody”. Grupa starszej młodzieży chodziła od domu do domu i odgrywała rodzaj jasełek z królem Herodem, jego ministrami, aniołem, pasterzami, diabłem, śmiercią, dziadem i Żydem. To czy gospodarze chcą przyjąć zespół, ustalał idący przed nimi żandarm z dzwonkiem.

Inscenizacja zaczynała się od żądania krzesła dla króla. Po czym w ustalonym porządku, każdy odgrywał swoją rolę. Np. anioł ogłaszał: „Żydzie! Mesjasz się rodzi! Więc przywitać i pokłonić mu się godzi. Na to Żyd: „Rodzi, godzi, …. Jak się mam pokłonić, kiedy muszę ze skrzypkami na wesele gonić”. Występ kończyło ścięcie przez śmierć Heroda, a diabeł wykrzykiwał: „Za twe grzechy i za zbytki, chodź do piekła boś ty brzydki!”. Dom opuszczali Gromkim: „Wiwat, wiwat już idziemy, za kolędę dziękujemy ….”. Datki pieniężne przeznaczano na potrzeby kościoła. Ciągnąca za nimi dzieciarnia, co rusz podrywała się do ucieczki, bo diabeł doskakiwał i wywijał widłami. Szczególnie dużo pisku i śmiechu było, gdy wpadł między napotkane dziewczęta. Na dziada też trzeba było uważać, bo zauważone pieczywo i wędlinę, dyskretnie ładował do torby. Ponadto razem z diabłem robili obroty, nawijali na buty dziaduch i wywlekali na dwór.

Drugi dzień świąt nazywano „kolędami”, bo po wiosce chodziły grupy kolędników. Oddzielnie mężczyźni, kobiety i dorosła młodzież. Za zgodą gospodarzy śpiewano pod oknami. Nie omijano też Rusinów. Otrzymywane datki, również przeznaczano na kościół. Do późnych godzin wieczornych, nad wioską niosły się melodie pięknych, nastrojowych kolęd polskich. Po południu wszystkie górki oblężone były przez dzieciarnię z sankami. Pod wieczór nawet dorosła młodzież zjeżdżała na dużych saniach.

Koło Lwowa jak opowiadał mi kolega z Zubrzy, były trochę inne zwyczaje. U nich na Boże Narodzenie i Nowy Rok, młodzież w wieku szkolnym chodziła z gwiazdą. Ponadto obok snopków zboża, wszędzie stały choinki. Przed wieczerzą, gospodarz podchodził z opłatkiem do każdego z domowników i składał indywidualne życzenia. Dorośli dziękowali, a dzieci całowały go w rękę.

U nas na Nowy Rok, wczesnym rankiem, grupy chłopców i dziewcząt chodziły „po szczodrakach”. Każdy miał zawieszoną przez ramię torbę z owsem lub innym zbożem. Po wejściu do domu siały nim i razem chóralnie składały życzenia pomyślności, zdrowia i dobrego urodzaju. „Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok, żeby wam się rodziła pszenica i groch. Pszenica jak rękawica, żyto jak koryto, bób jak żłób ….”. Otrzymywały za to słodycze, owoce bądź jakieś wypieki, w zależności od zamożności i pomysłowości rodziny. Przy wychodzeniu, w sieni, wszyscy razem głośno wykrzykiwali „Czenczerej!!!”. Nie znam znaczenia tego słowa. Wszędzie wpuszczano najpierw chłopców. Wejście dziewcząt przed chłopcami, źle rok zapowiadało.

Na uwagę zasługuje świąteczne goszczenie rodzin. Zapraszano też spokrewnionych Rusinów. Oni na swoje święta z kolei, polskie rodziny gościli.
My od 1939 roku, obchodziliśmy wszystkie święta z pustym krzesłem po ojcu, który przebywał w niemieckiej niewoli. Cieniem kładła się też na nich okupacja. Ze względu na zakaz uboju zwierząt dla własnych potrzeb, wszystkie potrawy olejem kraszono. Tłoczono go w wiejskich olejarniach, z nasion lnu i konopii.

Ale wyjątkowego nastroju i radości to całkiem nie stłumiło. Dopiero heroje UPA zamienili je w koszmar mordu i pożogi. W krótkim czasie zniszczyli ten przez wieki uładzony świat i pokojowe współżycie różnych narodów.

Jedenastego listopada zamienili Bukowinę, w wielkie pogorzelisko. Spalone budynki z ciemnymi oczodołami okien, tworzyły nastrój grozy, smutku i przygnębienia. W tej tętniącej przed świętami wzmożonym ruchem wiosce, zalegała głucha, złowroga cisza. Nawet śniegu nie było. A zawsze o tej porze w bieli tonęła.
Ludność przeniosła się na kwatery do Załoziec. Nieliczni, którzy jeszcze na tym pogorzelisku trwali, lub nocowali, pod wieczór z narastającym lękiem, jakieś kryjówki upatrywali.

W Wigilię ja z mamą, też zostałem na noc. Nasz budynek nie został spalony. O szarówce pod oknem pojawili się dwaj mężczyźni w szynelach. Jedyna myśl, jaka nam przyszła do głowy to ta, że za chwilę rozstaniemy się z życiem. Na szczęście był to Mikołaj Szeliga i Władek Gaździcki. Nieźle was wystraszyliśmy – zażartował. Chowajcie się, bo nocą mogą wpaść banderowcy. Rano już nie żył. Dopadli go, gdy o świcie wyszedł z kryjówki. Wyrok wykonali w mieszkaniu Gaździckich. Rodzinie darowali życie. Chyba dla zaakcentowania, że są żołnierzami, a nie rizunami. Ale buty wszystkim zdarli. My z sąsiadką Stefką Pączek, przetrwaliśmy tę noc w piwnicy spalonego budynku Zawadzkich. Słyszeliśmy jak się nawoływali i jakieś resztki ocalałego dobytku na wozy ładowali.

Córka Mikołaja opowiadała mi tutaj, że zawieźli ojca na cmentarz, ale do zmroku zaledwie płytki dołek wykuli w zamarzniętej ziemi. Ze względu na porę i zagrożenie banderowskie, ustawili w nim trumnę i przykryli wygrzebaną ziemią oraz gliną ze ścian budynku cmentarnego. Dopiero wiosną, Rusin Dżul Andrzej, gdy wrócił z wojny, głęboko go pochował.

Tej nocy grupa banderowców wyprawiła się też na plebanię. Przy ulicy u Rarogów koło kościoła, chwycili Piotrka Czaplę, który pilnował śpiących w mieszkaniu kobiet. Musiał się zdrzemnąć skoro ich nie zauważył. Razem z nim weszli do mieszkania i o dziwo dali się ubłagać i darowali im życie za przyrzeczenie, że więcej się we wsi nie pojawią. Mikołaj Baran jak raz stał na warcie od strony ogrodów i to go uratowało. Jego na pewno by zastrzelili. Piotra zabrali, aby zaprowadził ich na plebanię. Od razu przypuścili szturm do głównego wejścia. Ponieważ nie udało im się sforsować mocnych drzwi, ruszyli pod boczne wejście od kuchni. Służba tuż przedtem uciekła. Ksiądz wykorzystał to, otworzył drzwi i umknął im poza kościół. Piotr również prysnął w tym zamieszaniu.
Ponieważ byłem ministrantem, rano udałem się do księdza. Pokazywał mi splądrowaną plebanię i opowiadał jak ucieczką ratował życie.

Około godziny dziesiątej, w kościele zgromadziła się grupka ludzi. Ostatni raz wyprowadziłem księdza do ołtarza w naszej świątyni. Smutne było to pożegnanie, smutny ksiądz i gromadka parafian. Pierwszy raz na Boże Narodzenie, w kościele panowała przygnębiająca pustka. Pierwszy raz nie rozbrzmiewał radosnymi kolędami. Ksiądz pożegnał parafian i zaapelował, aby przenieśli się do Załoziec, bo już dość męczeńskiej krwi wsiąkło w tę ziemię. Zaufajmy Matce Bożej. Ona przeprowadzi nas przez to morze krwi i nienawiści, i doprowadzi do jakiejś spokojnej przystani.

Nie zakończył mszy kolędą. Podniósł oczy na obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w ołtarzu i zaintonował:
„Matko Najświętsza do Serca Twego ….”

W kościele rozległ się szloch i ze stłumionych łkaniem piersi wzbiła w górę skarga, a zarazem prośba:
„…. i gdzież pójdziemy i gdzie ratunku szukać będziemy. Twojego ludu nie gardź
prośbami….”


Ludzie wychodzili z kościoła przygnębieni, ale z nadzieją, że nasza Opiekunka pomoże nam, da spokojne noce, oddali widmo śmierci i przywróci dawną radość życia.

Mimo tego apelu, na Sylwestra banda zamordowała kolejnych 11 osób, które zostały i u Ukraińców nocowały. Uratowała się Mazur Anna, która wsunęła się u Jacychy pod łóżko i pięcioosobowa rodzina Pawłowskich u Małanki. Donosiciel ich nie zauważył, bo weszli tam od ogrodu. Przeżył też Piotr Czapla (Czwórak) nocujący na strychu jej budynku inwentarskiego. O skali zagrożenia świadczy mord siedmiu kobiet w sąsiednich domach. O skali lęku z kolei, postawa Piotra. Siedząc na strychu słyszał strzały. Wiedział, że bandyci nie strzelają dla zabawy. Rano, gdy zobaczył mamę i dwie inne kobiety zamordowane w swoim domu, tak się przeraził, że tylko poprosił Ukraińca Futryka by zajął się pogrzebem, a sam zaprzągł konie i galopem odjechał do Załoziec. Nawet nie wie gdzie mama jest pochowana. Sądzę, że na cmentarzu, bo Futryk był uczciwym, jednym z nielicznych, którzy nie akceptowali tego barbarzyństwa. Przy zamordowanych kobietach u Głuszy powiedział: „Tak ludzie nie postępują”. Ponieważ ziemia była zamarznięta, Zaleską pochowano w jej stodole, a Botiuk i Krąpiec z wnuczką na ogrodzie, po usunięciu jakiegoś składowiska.

Choć bez opłatka i pasterki, bardzo radosne było tutejsze pierwsze Boże Narodzenie. Święto bez przygnębiającego piętna wojny i banderowskiego zagrożenia. Po ostatnich kresowych spędzonych na kwaterach lub pogorzelisku, dominowała radość i odprężenie. Po latach okupacji i zniewolenia, znowu mogliśmy zaśpiewać: „Podnieś rączkę Boże Dziecię, błogosław ojczyznę miłą”

Z nami w Pacholętach mieszkali Zawadzcy i Krąpcowie. Przy obszernym skromnie zastawionym stole, zgromadziło się 13 osób. Pod obrusem leżało siano, na podłodze trochę słomy, a wnętrza oświetlały przywiezione lampy naftowe. Przeżywaliśmy je i z tego względu wyjątkowo, że z nami po sześciu latach znowu zasiadł mój ojciec, a do Krąpców wróciła z Niemiec córka Anna. Józek Krąpiec cieszył się ponadto pierwszym w życiu rowerem, który dał mu mój ojciec. Cieniem na tym kładł się jedynie brak tragicznie zmarłej w Bełżcu, Stefki Zawadzkiej. Mimo to, dom do późna rozbrzmiewał radosnymi kolędami.

W następnych latach w każdym domu stała już choinka, a na stole pojawiły się nowe potrawy i więcej wyrobów mięsnych. Ponieważ tutejsza świątynia była zniszczona, wszyscy tłumnie chodzili do kościółka w Czarnówku. Na pasterkę nawet nie mieścili się w środku, bo nastrój świąteczny przyciągał również tych, którzy rzadko odwiedzali ten przybytek. Część docierała z wyraźnym zaburzeniem równowagi.

Od pięknych kolęd kościółek drżał w posadach. W chórze prym wiodły Anka i Bronka od Głowackich, Bronka, Maryśka i Józek od Krąpców, Władek Letki, no i moja mama (dyrygent). W czasie świąt drugie głosy wzmacniał też tato. Niektóre kolędy jak „Tusząc pasterze...”, wymagają silnej grupy męskiej.

Podtrzymywano też zwyczaj wzajemnego odwiedzania i goszczenia. Zawsze, więc było gwarnie i wesoło. Do nas przychodził stryjek z rodziną, a goszczenie rozpoczynali pod drzwiami przyśpiewką:
Mości gospodarzu, domowy szafarzu,
nie bądź tak ospały każ nam dać gorzały.
Ino daj alembika i nie żałuj piernika.
Hej kolęda, kolęda...


Alembik to rodzaj gorzałki. Większość w Wigilię wystrzegała się alkoholu, ale na święta, „dla zdrowotności”, z nawiązką to nadrabiała. Żadne przyjęcie domowe, nie odbyło się bez kolęd. Ponieważ tutejsza społeczność stanowiła zlepek ludzi z różnych stron Polski, mileńska tradycja grupowego kolędowania już nie odżyła, ale wiele domów do późnych godzin rozbrzmiewało kolędami.

Początkowo chłopcy w wieku szkolnym, próbowali odtworzyć zwyczaj tamtejszych „Herodów”, ale i to szybko zanikło.
Te święta zrosły się nam z ostrą podolską zimą i zaspami śniegu, a tutaj rzadko pobieliło. I długo nam tego brakowało.

Współczesne święta przekształciły się w gwarne nasiadówki, przy obficie zastawionych stołach. Zupełnie zanikło kolędowanie. Rolę kolędnika spełnia teraz telewizor.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
O projekcie
Inicjatorem i fundatorem założenia strony był Milnianin, Pan Władysław Zaleski z Warszawy. Od roku 2009 projekt Milno na Podolu jest prowadzony nieodpłatnie przez wolontariuszy. Coroczna opłata za miejsce na serwerze internetowym i nazwę domeny milno.pl jest pokrywana ze składek uczestników Zjazdów Milna i Gontowej
Zmień wygląd strony
Skórka
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Krótkie wiadomości
Tylko zalogowani mogą dodawać krótkie wiadomości.

^maria
DATA: 14/02/2020 19:45
Gontowiecki dzwon wykopali tz. "czarni archeolodzy" i nie wiadomo co z nim się stało

~zalz
DATA: 25/05/2019 19:56
Polecam książkę, druk komputerowy Dolka Głowackiego ze Szczecina poswieconą wsi Milno. Zbyszek Zaleski, Franusiów i Krawców syn

~marikot
DATA: 17/06/2018 09:14
Poszukuję info o Mariannie Formickiej z matki Wójtowicz

^Kazimierz
DATA: 03/01/2017 15:59
Użytkownika 'kasia88' prosimy o kontakt z administratorami

^Kazimierz
DATA: 15/10/2016 14:45
Użytkownika 'Lemona' prosimy o kontakt z administratorami

^Kazimierz
DATA: 20/07/2016 22:44
Użytkowniczka 'sylwiab' proszona o kontakt z administratorami

^Kazimierz
DATA: 17/03/2016 15:53
Użytkownika 'anna drozda' prosimy o kontakt z administratorem

^Kazimierz
DATA: 26/11/2015 22:28
Dzięki Maciejowi nowy album: Milnianie na Cmentarzu w Lutolu Suchym

^maria
DATA: 10/08/2015 21:02
W VIII Zjeździe Milnian i Gontowian udział wzięło 80 osób

~zalz
DATA: 22/01/2015 18:37
W polu, chyba za zagroda Hanki Szewcowej (ur. ok 1920), przy dekunkach , czyli na Drugim KOncu Milna, vis-a-vis zagrody Galuszy i FUtryka zostala zakopana butelka z dokumentacja organizacji Armii Kraj

Najnowsze zdjęcia

Jan Krąpiec "Kwaterka"


Piotr Gaździcki z dziećmi A...


zdjęcia mikołaja Dec 15


..



Dzwon


Bukowina


Gontowa


cmentarz 2018

Security System 1.7 Š 2006 by BS-Fusion Deutschland
CTracker - cback.de


Copyright ©Grupa Przyjaciół Milna. Wykonanie: Remek Paduch & Kazimierz Dajczak 2008-2018