Strona Główna ˇ Forum ˇ Zdjęcia ˇ Teksty ˇ Szukaj na stronieWtorek, Czerwiec 18, 2019
Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Forum
  Wszystkie teksty
  Mapa serwisu

Ilustracje
  Galeria zdjęć
  Album
  Stare mapy
  Stare pieczęcie

Teksty
  Historia
  Przodkowie
  Czasy Pawlikowskich
  Czasy przedwojenne
  II wojna światowa
  Po wojnie
  Zasłużeni Milnianie
  Adolf Głowacki:
Milno - Gontowa
  Ze starych gazet

Plany zagród
  Mapka okolic Milna
  Milno - Bukowina
  Milno - Kamionka
  Milnianie alfabetycznie
  Gontowa
  Gontowianie alfabetycznie

Literatura
  papierowa
  z internetu

Linki
  Strony o Kresach
  Przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe

Konktakt
  Kontakt z autorami

Na stronie
Milno na Podolu
Najnowszy użytkownik:
Aneta
serdecznie witamy.

Zarejestrowanych Użytkowników: 144
Nieaktywowany Użytkownik: 2

Użytkownicy Online:

Kazimierz 5 dni
zenekt 6 dni
Adolf 1 tydzień
MarianSz 1 tydzień
zalz 3 tygodni
maria 3 tygodni
artdeco926 4 tygodni
maciejm 5 tygodni
ikrapiec 5 tygodni
kasia31 6 tygodni

Gości Online: 2

Twój numer IP to: 54.91.4.56

Artykuły 330
Foto Albumy 63
Zdjęcia w Albumach 1861
Wątki na Forum 40
Posty na Forum 111
Komentarzy 532
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Zagłosuj na nas

KRESY

Dyspozycje dla rządców w Milnie cz. 02 kwiecień 1839

DYSPOZYCJE GWALBERTA PAWLIKOWSKIEGO
W SPRAWIE MAJĄTKU MILNO 1838-1841
część 1: kwiecień 1838
(rządca - Łazowski, mandatariusz - Jan Sochanik)




nieznana data (kwiecień 1839?), brak początku listu

[...] wykonanem i przygotowanem. Zapewne zechce on, abyś go z Milna odesłał do Jabłonowa, więc zawsze ile razy tam będzie, tam go odesłać dokąd zechce.

Rozważ mój Kochany P. Łazowski, co Cię kosztuje łupanie sążnia kamieni; bo nie wątpię, iżby za pańszczyzną daleko taniej wypadł, wszakże to teraz wydatek ogromny, ja dając pozwolenie do przyjęcia tego majstra, to najwięcej miałem na celu, aby palił wapno, a on się do tego nie gotuje, zresztą i tak mu drożej płacicie za łupanie kamienia, jakeście mi pisali, żeście go ugodzili.

Pasiecznik ten, o którym piszesz, zbyt dla mnie drogi, zwłaszcza, że tutaj tak wielkich jak tam nie mamy pasiek, mnie by potrzeba tańszego, a wtedy gdyby mi pasiekę rozmnożył, mógłbym mu więcej płacić. Podziękuj za niego Księdzu Dziekanowi i oświadcz co piszę, bo cała moja pasieka tutaj składa się z około 40 pni.

Względem słomy dla Księdza Dziekana pisałem Ci już.

Pan Marynowski, jeżeli nie chce brać zboża, o które, abyś mu wydał, pisałem Ci dawniej, to niech zostawi.

Pisze mi Sochanik, iż dla tak długiej zimy, należy się lękać, aby pasieka nie spadła, uważaj więc na to, aby szkody nie było i staraj się ją ratować.




Dnia 10go Kwietnia 1839.

Nie mam nic tak ważnego, jak polecenie Ci największej gotowości do rozpoczęcia zasiewów, gdy Bóg da, że śniegi zejdą. Miejże więc i pługi i ziarno wszelkie gotowe, aby zaraz roboty i siejbę rozpocząć. Przy tak spóźnionej wiośnie możesz najlepiej poznać, jak wielkie stąd złe wynika, żeś uprawki przed zimą nie porobił. Już natura spaźnia rzeczy, a Ty dopiero to jeszcze będziesz musiał robić, co już zrobionem było być powinno. U mnie tutaj, wszystkie uprawki w jesieni pokończono, a teraz każdej chwili, gdy mróz cokolwiek sfolguje, to się w tym kawałeczku, gdzie się robić daje, robi, choćby tylko godzinami na dzień.

Zaraz jak śniegi zejdą i będzie można rozpoznać oziminę donieś mi o jej stanie.

Piszę i ja do P. Sochanika, aby się starać ratować pszczoły. Ale i Ty proś ode mnie Księdza Dziekana, by Ci dał jaką radę.

Księdzu Dziekanowi kłaniaj się ode mnie i powiedz mu, iż oprócz mu już danych pozwoliłem znowu 5 fur paszy mu wydać.

O kartoflach miej jak największe staranie i gdy tylko cośkolwiek koło nich będzie można robić bez narażenia na mróz, to się wziąść do przebierania.

Względem dobywania kamieni, cóż ja Ci stąd radzić mogę? Obrachuj się tylko, czy taniej wyjdzie kopać za pańszczyznę, albo teraz za słomę, czyli tak jak dotąd przez tego mularza? Wtedy zobaczysz co robić należy; ja tylko to widzę, iż masz zbywającą pańszczyznę, którą chłopi nigdy nie odrobią, a temu strycharzowi zbyt drogo płacisz, bo to wszyscy się z tego śmieją jak w Milnie drogo majstrów godzą, zresztą, sam sobie się sprzeciwiasz, w jednym bowiem i tym samym liście piszesz, iż majster ma krzywdę, że teraz odchodzi, kiedy wiele góry odkrył, a o kilka wierszy później, że dużoby pracy przez chłopów kosztowało odkrywanie góry. Jakimże sposobem mam tę sprzeczność pogodzić? Muszę więc tę rzecz tylko Twemu rozsądkowi zostawić; a jeżeli się dobrze zastanowisz i obrachujesz, to będziesz wiedział co masz zrobić.

Potrzeba Ci wiedzieć, iż wrona i kruk nie bardzo jest strasznym, bo gdy tylko dobrze obszyjesz sterty, co tam mając słomy dosyć, łatwo, to szkody nie zrobi.

W przyszłym raporcie, radbym abyś mi wykazał, wiele tam jest owiec, bo zawsze tylko o ubytku donosisz, a nie wiedzieć, co zostaje, lecz wyraź wiele jest matek, jurek, jagniąt, kopów et c.

Z sprzedażą żyta i owsa po takiej cenie nie ma się co spieszyć, lepiej jest widzieć jakie będą oziminy, a i czekać, czyli przed żniwami nie podniesą się ceny, miej tylko gotowe zboźe, aby gdy lepiej będzie przedać można było.

Nie wierzę emu, aby jałówka co zdechła na księgoszu zdechnąć miała, bo ta choroba nie uspokaja się jedną sztuką, jednakże ostrożność chwalę i jak najmocniej polecam.

Piszesz mi, iż się chłopi po paszę cisną, gdyż nie mają co bydłu dawać, a dopisało (jak mówią). Proszę Cię bardzo, cóż ja mam z tego Twego doniesienia sądzić, bo ten dodatek Twój ("jak mówią") inaczej wykładać sobie nie mogę, tylko, że oni tak mówią, ale to w istocie nie jest. Wszakże Ty mój Panie powinieneś się o wszystkiem naocznie przekonać, bo ja tego o 30 mil uczynić nie mogę, a i zresztą na to Cię tam trzymam. Bądź co bądź jeżeli w istocie potrzeba i o tem się przekonasz, to trzeba chłopów ratować. lecz wolałbym, aby im dawać za gotowe pieniądze niżeli na odrobek, bo tam i tak zbyteczną mamy pańszczyznę; gdyby zaś inaczej być nie mogło i na odrobek im dać potrzeba było, to się tak z niemi ułożyć, aby wtedy, do tej roboty odrobili, kiedy ich będzie potrzeba, zawsze uważać jednakże, aby nie dawać takim co mają zaległą pańszczyznę. Może też można za słomę lub za dawne remanenta kopać kamień. Uważaj także, aby nie brakło paszy dla swojego bydła. Powtarzam przecież, by chłopków w potrzebie ratować.

Pisali tu i do mnie Żydzi z Załoziec względem siana, lecz powinni to co kupili zabrać.

Czekam wiadomości o bytności i czynności P. Roguskiego.




Dnia 17go Kwietnia 1839.

Kiedy jak mi piszesz przy raporcie Twoim N. 45 zima tak tam jeszcze trwa, więc tem bardziej powinieneś się przygotować, aby jak tylko Bóg cośkolwiek pozwoli, zaraz z całą siłą wziąść się do roboty, a nie tak jak zeszłej jesieni wszystko odwlekać. Teraz najlepiej tego widzisz skutki, bo jakby to wielkie było dobrodziejstwo gdyby uprawki były gotowe. - Powtarzam jak tylko Bóg dozwoli robić, nietrać i jednego dnia, a psikusów ani ze strony Herszka, ani ze strony Pana Sochanika nie bój się, bo ja zupełnie przekonałem się, iż oni i wprzódy psikusów Ci nie robili. Ty tylko sam winieneś żeś się we wszystkiem opóźniał, a cała wina Sochanika jest ta, iż obojętnie na to, iż nic nie robiłeś patrzył i mnie nic nie doniósł. Przekonałeś się teraz zupełnie, iż z przeszłorocznej Krestencyi żadnej nie miałem korzyści a jeżeli tak i teraz będziesz prowadził gospodarstwo, to mój Panie i w tym roku nic mieć nie będę. Najbardziej mię zaś to przestrasza, iż widzę, że Ty listów moich lub nie czytasz, lub też rozumieć nie chcesz, bo i w teraźniejszym znowu mi każesz naznaczać Ci ceny zboża, kiedym Ci już kilkanaście razy pisał, że o trzydzieści mil oddalonemu, nie sposób coś podobnego oznaczyć. Jeżeli tak na wszystko co Ci piszę nie uważasz, to gospodarstwo żadnym sposobem dobrze pójść nie może.

Ziarno do siewu, pamiętaj jak najlepiej chędożyć, bo jakie posiejesz takie się urodzi.

Ze sprzedażą owsa wstrzymaj się, bo pewnie pójdzie wyżej. żyto zaś całkiem nie chcę sprzedawać, wszędzie bowiem żyto spod śniegu źle się pokazuje.

Mój Panie Łazowski, nie pojmuję jak możesz ode mnie żądać pomocy. Dwóch Was jest oprócz Sochanika na jednym folwarku. U mnie tu, tak w Bucowie jak w Kniażycach mam po dwa folwarki, a tylko jeden Ekonom 50 Reńskich biorący wszystko najlepiej prowadzi. Bądź dobry, porachuj co mię w Milnie administracya kosztuje, a przekonasz się, że Wy moi Panowie więcejeście wzięli, jak ja za przeszłoroczną Krestencyę, tembardziej gdy te jeszcze 200 Reńskich dodasz, któreś za dziesięcinę zapłacił.

Owce w tydzień odchodzą. Po dzisiejszym raporcie pewny jestem, iż te są ostatnie które zdechły, bo jak piszesz reszta wszystka zdrowa, więc gdyby co odeszło, musiałby być jakiś nadzwyczajny przypadek lub niedozór.

Względem zapomogi dla poddanych, pisałem już w kilku listach do Ciebie jak sobie masz postąpić, byleś tylko listy moje czytał, i nad niemi się zastanowił, to wszystko pójdzie dobrze. Masz tam lud najlepszy, tylko trzeba umieć z nim się obejść, a jeżeli się tem nie zajmiesz i nad tem nie zastanowisz, to pewnie będzie bieda.

Kończąc proszę Cię jak najmocniej, nie ociągaj się z nużem a do czego się bierzesz, bierz się z zastanowieniem, bo mi znowu takich szkód narobisz jak w zeszłym roku.




Dnia 24go Kwietnia 1839.

Ile się cieszę z doniesienia Twego przy raporcie N. 46 że Pan Roguski już jest w Milnie, tyle się znowuż z drugiej strony smucę, iż jego bytność tam i wszystkie plany które porobi, zupełnie się na nic nie przydadzą i cała ta rzecz, tak jak wszystko dotąd - na niczem spełznie. Ty się już mój Panie troszczesz że będziesz musiał jechać za materyałami, i słusznie to czynisz, - bo kiedyś pomimo wszelkich moich poleceń od jesieni aż dotąd w tym względzie nic nie zrobił, to zapewne i teraz, kiedy tak gwałtowne nadejdą wiośniane przy gruncie roboty, - któreś w jesieni pozaniedbywał, - nie zrobisz.

Plany i wszystkie nakazy, które P. Roguski zostawi, zaraz mi przysłać, równie uwiadomisz mię, jakie Tobie da polecenie i jak je wykonać myślisz. Ja to wszystko rozważę i napiszę Ci, co masz zrobić.

Bardzo to rzecz smutna, iż Ty mój Panie na jednej wsi nie możesz sobie dać rady i ani do niczego się wziąść, ani cośkolwiek dokończyć możesz. Gdybyś był tak jakem Ci pisał, w jesieni materyał kupił, tobyś teraz śmiejąc się mógł rozpocząć robotę, a gdybyś był w jesieni koło pola wszystko co należało zrobił, tobyś teraz z łatwością wiosennych dokonał robót. Zaklinam Cię więc na Boga Żywego! nieopaźniaj się z zasiewami, ale ile można spiesz.

Gdy Pan Roguski zechce, to posłać po niego, a bilet, który tutaj załączam, jeśli go w Milnie nie zastanie, zaraz mu odeślij.

Tobie zaś powtarzam, że wszystkie plany i dyspozycye, które P. Roguski tam zrobi, masz mi zaraz przysłać, a oraz dołożyć, jakim sposobem które z jego poleceń chcesz wypełnić. To polecenie powtarzam w tym liście bo dotąd żadnego, które Ci oddawałem, nie wypełniłeś, tak jakbyś moich listów nie rozumiał lub nie czytał.

Ceny, tych rzeczy, które się sprzedają, ustanawia się podług okoliczności. Za te, rzecz ta wszystkim się równo sprzedaje. Znachodzę rzeczą bardzo naturalną, że kupujący wszystko znajdzie za drogie, ale jeżeli w okolicy taniej nie znajdzie tego towaru, to go kupi. Nie pojmuję wię, dlaczego Ksiądz po 10 R. a chłopi po 18 R. za tę samę rzecz płacą.

Turbujesz się, że P. Roguski o owczarni nic nie mówił. A na cóż by się to przydało, kiedy i na gorzelnię nie masz materyałów i lękam się, że i ta jedna robota do skutku nie przyjdzie.

Proszę bardzo pilnować, aby barany na owce nie skakały, bo ja stąd lepsze przyszlę.

Z pszczołami to robić, co Ksiądz Dziekan radził, pisał on o tem także i do mnie.

Na młyny miej baczność, a jeżeliby przez wezbranie wód miały być w niebezpieczeństwie, to lepiej szluzy poodmykać; ależ to wszystko tam na miejscu lepiej widzisz i co zrobić, osądzić powinienieś.




(wspomniany w tekście wyżej bilet do p. Roguskiego)

Do Pana Roguskiego.

Bardzom się ucieszył mój Kochany Panie Roguski, doniesieniem P. Łazowskiego, że jesteś już w Milnie. Zaświtała mi nadzieja, że przecież tam choć gorzelnią mieć będę, kiedy przy niesforności Panów tamtejszych dotąd nic nie miałem. Lecz i ta nadzieja przy czytaniu dalszem listu P. Łazowskiego, zupełnie znikła i prawdziwie nie wiem czego się chwycić, on bowiem w największych lamentach i desperacyi, że za materyałem będzie musiał jechać, kiedy tak gwałtowne ma w polu roboty. Widzę ja, iż z wszystkiego przy nim nic nie będzie. W jesieni nie wykopał kartofli, a wykopane zgnoił, uprawek nie porobił, a od początku jesieni aż do niedawna ciągiem nakazywałem, aby materyału kupił, co nie uskutecznił. Nie uwierzysz, ile mię to wszystko martwi, a nim temu zaradzić potrafię, w czem spodziewam się, iż mi Pan Bóg dopomoże, proszę Cię, ratuj Ty mnie. Plany które zrobisz i dyspozycye, kazałem sobie zaraz tutaj przysłać, a Ciebie mój Kochany Panie! o to najbardziej proszę, aby rzecz tę ile można z najmniejszym zrobić kosztem.




podpis Gwalberta Pawlikowskiego

podpis Gwalberta Pawlikowskiego na starym dokumencie


Gwalbert Pawlikowski (ur. 1792, zm. 1852), dziedzic z Medyki, galicyjski polityk, botanik i badacz starożytności w roku 1832 poślubił Henrykę hr. Dzieduszycką, córkę ówczesnego właściciela dóbr załozieckich. Częścią posagu żony były dobra ziemskie Milno i Gontowa.

Pawlikowski u siebie w Medyce nie był złym gospodarzem. Utworzył piękny ogród botaniczny, zaprowadził pierwszą w Polsce czteroletnią szkołę ogrodniczą, znał się na hodowli zwierząt. Gorzej przedstawiała się sprawa z majątkiem Milno. Z powodu znacznego oddalenia nie mógł go osobiście nadzorować. Posługiwał się rządcami i mandatariuszami. Zachowały się jego dyspozycje z lat 1838-1841 dla rządców w Milnie, które prezentujemy w serii poniższych artykułów. Możemy w nich zobaczyć różne próby zwiększenia dochodów z mileńskiego majątku.

Wygląda na to, że nie miał szczęścia w doborze ludzi. Z lektury (ale i skarg chłopskich) wyłania się ciekawy obraz. Najprawdopodobniej kolejne ekipy zarządców Milna po prostu go okradały. Ignorowali polecenia dotyczące hodowli zwierząt, nie interesowali się ich losem (przez co np. owce masowo zdychały), zawyżali koszty wszelkich zakupów czy remontów, na dodatek wikłali dziedzica w niepotrzebne spory z poddanymi. "Złym duchem" był najwyraźniej miejscowy cwaniak, Izraelita Herszko Guttman, który tych ludzi korumpował.

Gwalbert Pawlikowski był spokojnym człowiekiem i raczej pobłażliwym (żeby nie rzec łatwowiernym). Ale i on miał już tego dosyć. Na początku roku 1839 zdenerwował się i wymienił rządcę Łazowskiego na Madejskiego oraz mandatariusza Sochanika na Bubellę. Jednak już niedługo i z nową ekipą miał te same problemy. Skończyło się na tym, że Pawlikowscy zrezygnowali z zarządzania Milnem i puścili majątek w dzierżawę.



Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Copyright ©Grupa Przyjaciół Milna. Wykonanie: Remek Paduch & Kazimierz Dajczak 2008-2018